Wywiad
MARTIN ŚLIWA: Valentino, pierwszy raz spotkaliśmy się w 1994 r. i za każdym razem, kiedy Cię później widziałem, byłeś uśmiechnięty. Ciekaw jestem, jak wygląda Mr. Balboni, kiedy jest zły?
Zleciłem znajomemu grafikowi zrobienie pewnego rysunku, który później w kilkudziesięciu kopiach ukryłem w prototypie Ferrari. Pod dywanikami, w bagażniku, gdzie się tylko dało.
VALENTINO BALBONI: Cha, cha! Nie chciałbyś mnie wtedy spotkać! Ale co się dziwisz? Przy mojej pracy wiele więcej do szczęścia nie trzeba. Pracuję dla firmy, która produkuje najpiękniejsze samochody na świecie, spotykam znanych ludzi, podróżuję zawodowo po niemal wszystkich kontynentach. Lepszej pracy nie mogę sobie wyobrazić.
Jak zostałeś kierowcą testowym?
To było tak dawno temu, że nawet nie pamiętam (znowu śmiech). A tak serio, to zawsze chciałem to robić. Pracuję już od 38 lat dla Lamborghini. Zaczynałem od mechanika, ale wkrótce się okazało, że potrafię szybko jeździć. Szkolił mnie kierowca rajdowy i testowy Bob Wallach. To było w 1972 r.
Od jakiego modelu zaczynałeś swoją karierę?
Czarna Miura SV. To był mój pierwszy samochód testowy. Zresztą do dzisiaj uważam, że to najpiękniejsze Lamborghini, jakie powstało. Jednak często tak jest, że pierwsza miłość jest najpiękniejsza.
A które auto było najtrudniejsze w prowadzeniu?
Zdecydowanie Countach! To auto jest jak narowisty byk! Potrzebowaliśmy wtedy naprawdę sporo czasu, żeby ujarzmić tę bestię. Na początku miał za miękkie zawieszenie, później zbyt twarde, za wysoko położony środek ciężkości. I tak zostało. Ten model Lamborghini to prawdziwe zwierzę, które na granicy przyczepności nie zawsze robi to, co chciałby kierowca.
Ile miałeś wypadków?
Nie chciałbym się tym chwalić. Ale miałem jeden Countachem. Podczas jazd testowych wyjechała mi z boku ciężarówka. Miałem jakieś 180 km/h, a ona pojawiła się w odległości 30 m ode mnie. Wyleciałem w pole, wywróciłem się na dach, auto zaczęło się palić. Zbiłem gaśnicą malutką boczną szybę i jakoś wydostałem się na zewnątrz. To było dwa dni przed moimi 29. urodzinami.
Prezentujesz możliwości Lamborghini różnym ludziom. Jak zachowują się pasażerowie?
To dla nich często ekstremalne przeżycia. Są tacy, którzy nie mówią nic, inni głośno krzyczą. Gdyby zamontować w kabinie kamerę, można by zrobić z nagranego materiału niezłe show.
Pewnie przewiozłeś całe mnóstwo VIP-ów. Możesz kilku wymienić?
Jeździł ze mną Frank Sinatra i Dean Martin. Mogę jeszcze wymienić Mike’a Tysona, Roda Stewarta czy księcia Monaco.
Podobno niedaleko Bolonii jest odcinek drogi nazwany Twoim imieniem?
„Corso Valentino” to taka moja trasa testowa, bez przejechania której nie wydam żadnej opinii na temat samochodu. Oczywiście testuję auta także na torach wyścigowych, ale ta droga jest podstawowa dla każdego auta, które mam ocenić. Są tam zakręty, pofałdowana nawierzchnia, odcinki, na których możesz się rozpędzić do 250 km/h. A po wszystkim zatrzymujesz się w Caffè Diana w Puianello, gdzie signore Gaetano ugości cię wspaniałym espresso. Również chłopcy z Maranello jeżdżą tą samą trasą, testując prototypy.
No właśnie, a nie myślałeś nigdy o tym, żeby przejść do Ferrari?
Cha, cha! Wiesz, dawno temu, w latach 70. jechałem prototypem Countacha. Na światłach obok mnie zatrzymała się czarna limuzyna. Siedział w niej sam Enzo Ferrari. Wysiadłem, szybko podszedłem do okna, zapukałem w szybę i chciałem poprosić o autograf. Nawet nie otworzył szyby, tylko odjechał. Od tego momentu wiedziałem, że nigdy nie będę pracować w Maranello.
I pozwoliłeś sobie na niezły żart wobec chłopaków z Ferrari...
To było już dawno temu. Zleciłem znajomemu grafikowi zrobienie pewnego rysunku, który później w kilkudziesięciu kopiach ukryłem w prototypie Ferrari. Pod dywanikami, w bagażniku, gdzie się tylko dało. Madonna mia! Co to był za krzyk! Cha, cha!
Jesteś chyba najbardziej znanym kierowcą testowym na świecie. Liczyłeś, ile już z Tobą przeprowadzono wywiadów?
Oj dużo, bardzo dużo!
Czy coś mogłoby Cię skłonić, żebyś usiadł za biurkiem?
Nie ma takiej rzeczy! Moje miejsce jest za kółkiem!








komentarze
ontyime1.txt;4;5
ontyime1.txt;4;5
ontyime1.txt;4;5
O, wreszcie mozna komentowac wywiady!